U wróżki Alicji

Karty nie są wyrocznią

Niewielki pokoik w budynku Kopalnictwa- salon wróżb. Wewnątrz królestwo pani Alicji. Stół nakryty zielonym obrusem, tradycyjne karty mocno zniszczone, karty tarota, świece, kwiaty, słoniki z trąbami podniesionymi ku górze. I pani Alicja – wysoka brunetka o ciepłym spojrzeniu i tajemniczych oczach. Najważniejszy w tym pokoju jest klient i karty.

  • Tarot jest uważany za karty o największej sile wróżbiarskiej. Nie wiadomo, skąd się wywodzą i jest to nadal przedmiotem sporów historyków. Talia składa się z 78 kart. Są to karty o ostrej szacie graficznej. Jeśli klient wyciągnie np. kartę śmierci- niepotrzebnie się denerwuje, bo wcale nie musi to oznaczać, w układzie z pozostałymi kartami, kresu jego życia. Karta ta bardzo często ukazuje po prostu koniec kłopotów. Dlatego też z kart tych korzystam w specyficznych sytuacjach. Preferuje karty zwykłe – mówi pani Alicja.
  • Dlaczego? – pytam.
  • Ponieważ są bardziej dokładne, bardziej czytelne dla rozmówcy. Szybciej można nakreślić problem nurtujący dana osobę. Dla mnie są niebezpieczne bo, klient szybciej sprawdzi fakty. W 24 kartach jest zawarty życiorys człowieka oraz jego przyszłość. Karty nie są wyrocznią, nie wszystko przypisujemy przeznaczeniu, zawierają alternatywę, pokazują konsekwencje wyboru, zarysowują błędy, które klient może popełnić. Pracując z tymi kartami, łatwiej jest uchronić rozmówcę przed podjęciem decyzji złej, bo za jedna złą idą następne. Nasze kłopoty wynikają często stąd, że dokonujemy niewłaściwych wyborów, kierujemy wysiłki nie tam, gdzie układ energii jest dla nas korzystny. W takim przypadku ja mam pole do działania. Jako osoba posiadająca dużą intuicję potrafię nakreślić kierunek, w jakim powinien pójść człowiek. Wybieram optymalnie najlepszy układ. Klient jest wykonawcą, decyduje sam. Poza możliwościami wyboru są jeszcze przypadki losowe – wypadki i choroby. Tu ingerencja kart jest ograniczona, trudno to uchwycić, ale dzięki kartom można ostrzec.
  • Jacy ludzie korzystają z Pani umiejętności wróżbiarskich, przeważają młodzi czy starsi?
  • Dawniej przychodzili ludzie samotni, szukający miłości, czy nieszczęśliwie zakochani. Obecni klienci to ludzie bezskutecznie szukający pracy, bankruci, biznesmeni zmuszeni do podjęcia ważnych decyzji, ludzie młodzi nie mogący sprostać problemom, jakie niesie życie. Młodzież boi się jutra, jest to głownie lęk przed bezrobociem, niemożnością „ustawienia się” w życiu, niepowodzeniami w nauce, złą sytuacja rodzinną. Zdarzają się problemy intymne i zawiedzione miłości. Rodzice borykający się z codziennością często zapominają o dzieciach. Ci młodzi ludzie czują się odrzuceni, rozpaczliwie proszą o pomoc. Wielokrotnie są w tak patowej sytuacji, że naprawdę musze się starać, aby wskazać jakieś wyjście. Z dokładnością aptekarską przyglądam się ich kartom i zawsze znajduję jakąś iskierkę nadziei. Poważną grupę stanowią jednak ludzie w wieku średnim, którzy mają inne problemy. Są to szczególne pytania o dzieci, żony, mężów, o zdrowie. Mogę im pomóc, bo kilkakrotne rozłożenie kart ujawnia pewne prawidłowości i pozwala na wysuwanie wniosków.
  • Jak traktuje Pani wróżbiarstwo, jest to zawód czy pasja?
  • Zdecydowanie pasja. Lubię to robić, ponieważ jestem przekonana, że w wielu przypadkach mogę pomóc. Nikogo nie ponaglam, przyjmuję pojedynczo, uważam, ze każdy ma prawo do swojej odrębności i zachowania tajemnicy, staram się stworzyć miły nastrój.

Rozmowę z wróżką „Alicją” przeprowadziła pani Ewa Bugno na łamach gorlickiego dodatku do Gazety Krakowskiej.

Gazeta Krakowska, środa 2 stycznia 2002 r.

Wróżka Alicja